W wąskim polu widzenia

Pracuje z osobami bezdomnymi od przeszło 5 lat jako pracownik socjalny. Być może nie jest to długi staż, jednak wystarczający by sprawdzić się w wielu różnych sytuacjach i poznać specyfikę tego zawodu. Kiedy spotykam znajomych i mówię o tym co robię, Ci zadają czasem dziwne pytania. Ostatnio dla przykładu zostałem zapytany o to, czy używam rękawiczek w pracy? Kiedy odpowiedziałem, że nie, zostałem ponownie zapytany z troską o to, czy nie boje się o swoje zdrowie? Podobne sytuacje mam, kiedy przychodzą do mojego biura – w którym przyjmuje osoby bezdomne – osoby nie związane z tą formą pracy socjalnej. Najpierw stoją nerwowo i pytają się gdzie mogą usiąść. Mówię – Tu obok, na krześle. Na co słyszę – Wiesz, ale nie takim, na którym siedzą bezdomni. Nie muszę chyba mówić, że takie osoby, raczej nie piją u mnie herbaty.

Wykonuje zarówno prace biurową, jak i pracę w tak zwanym terenie – gdzie odwiedzam miejsca czy skupiska osób bezdomnych. Jestem też częstym bywalcem zinstytucjonalizowanych miejsc w których bezdomni nocują. I… żyje! Wiadomo, bywają sytuacje ekstremalne, przy których faktycznie należy zachować ostrożność. Pamiętam przeszło rok temu, miałem podejrzenie gruźlicy i lekarz skierował mnie do ponownego prześwietlenia płuc, nie przedłużając mi tym samym badań okresowych. Przyznam się, że wtedy bałem się niemiłosiernie, nie tyle samej choroby – co wyłączenia z obiegu, szpitalnej izolacji. Jednak wszystko skończyło się dobrze!

Haunted by Regret
Viewminder / Foter / CC BY-NC-ND

To na co chciałem zwrócić uwagę, to problem z jednotorowym postrzeganiem osób bezdomnych. Tkwi on w tym, że ludzie tak naprawdę nie wiedzą kim są osoby bezdomne. Bowiem, nie każdy „żul” jest osobą bezdomną i nie każdy bezdomny jest „żulem”, (nie lubię słowa „żul”, jednak stosuje go tylko tu po to, by unaocznić pewną zależność, a raczej jej brak). W moim ponad stutysięcznym mieście znam prawie wszystkie osoby bezdomne, a one mnie. Zdecydowana większość przebywa w placówkach noclegowych, jednak nie rzadko są to osoby czyste, odprasowane, elokwentne, z wyższym wykształceniem… jednak z problemami. Nie chce tu również wybielać bezdomnych i mówić jakimi wspaniałymi są ludźmi – bo czasem są, a czasem po prostu nie. Praca z osobami bezdomnymi generuje dużo trudnych sytuacji (zwłaszcza praca na ulicy, zwłaszcza praca z osobami zaburzonymi psychicznie), jednak w tej grupie osób wielu odbiega od stereotypowego wzorca. Dość zabawną i pokazującą pewien schemat historię opowiadał mi nie dalej jak dwa tygodnie temu jeden z bezdomnych dbających o swój wygląd, jak każdy z nas. Jechał on w autobusie, do którego na przystanku weszło dwóch śmierdzących niemiłosiernie mężczyzn – przykra woń przeszła błyskawicznie przez pojazd. Stojąca koło niego kobieta zaczęła krzyczeć, że coś wreszcie powinni zrobić z tymi paskudnymi bezdomnymi, na co on odpowiedział spokojnie – Czy mogłaby Pani nie obrażać osób bezdomnych, bo widzi Pani, ja sam jestem bezdomny. Na co kobieta w milczeniu popatrzyła na niego i skwitowała. Patrzcie, obrońca śmierdzieli się znalazł! (Nie uwierzyła!)