Organiczna asekuracja

Ludzkie ciało jest bardzo wrażliwe, delikatne i nie lubi się przemęczać. Nie jest prawdą, że ciało pcha nas do aktywności, ono woli raczej przybierać pozę bierną i wygodną. Tak, nasz organizm jest życiowym leniem! Przekonałem się o tym dosadnie równo rok temu – być może późno, jednak zawsze! Zaznaczę, że sportowcem nie jestem i wyczynowiec ze mnie żaden, jednak w zeszłym roku wybrałem się na Ekstremalną Drogę Krzyżową. Dla niezorientowanych, wytłumaczę w skrócie, że EDK jest formą duchowo-fizycznej aktywności, która opiera się na nocnym, mozolnym marszu do celu z parunastoma szybkimi odpoczynkami odpowiadającymi przeważnie stacją drogi krzyżowej. Co ważne, dystans do przejścia wynosi około pięćdziesiąt kilometrów. Czując się więc silnym, zdecydowałem, że idę. Nie byłem jednak silny i po ludzku mówiąc – przeliczyłem się. Po trzydziestym kilometrze, miałem poważne problemy z poruszaniem się, kolana pracowały jak w szkle, łydki skurczyły się i nie rozluźniły już. Ostatnie osiemnaście kilometrów, przeszedłem w bólu, jednak dzięki determinacji, łasce i przyjacielowi – doszedłem do celu. Zrealizowałem plan pomimo że organizm wołał, błagał by przestać. Po powrocie do domu, ledwo wszedłem po schodach, położyłem się spać z myślą o tym, jak długą rekonwalescencję będę musiał przechodzić. Jak się okazało, po dwóch dniach – chodziłem już całkiem normalnie i prócz zwykłych zakwasów nic mi nie dokuczało. Cud? Nie! Asekuracja ciała i obrona przed przeciążeniem. W tym roku, przygotowałem się już i przeszedłem trasę czterdziestu pięciu  kilometrów w nocnym deszczu bez większych problemów. Jednak w środku nocy organizm przypomniał sobie, ze dawno nie spałem i zaczął znowu błagać, prosić o sen, o chwilę odpoczynku, o zmrużenie oka. Ciało było tak zdeterminowane, że nawet idąc przez kilkadziesiąt minut po płaskim terenie zdarzyło mi się przysnąć. Czy zadziała się tu jakaś tragedia – nie! Nic się nie działo, jednak system antyprzeciążeniowy organizmu zaczął działać.

Walking home at midnight
mripp / Foter / CC BY

To co przeżyłem na EDK, miało i ma wciąż bardzo duży wpływ na moją duchowość, jednak nie o tym chciałem tu mówić. To, na co chciałem zwrócić uwagę, to nasze ciało! Wytaczaczy mu chwilowy brak snu, by cały system znalazł się w paraliżu. Wystarczy chwilowy brak jedzenia, byśmy stali się drażliwi i nieznośni. Wystarczy przeciążenie mięśni podczas marszu, by ciało powiedziało – nie idę, to koniec!

Rzecz w tym, że prócz ducha lub jak to wolą nazywać inni – intelektu, musimy ćwiczyć również ciało, tak by nie stało się życiowym przegrańcem. Musimy żyć czasem na granicy swoich wytrzymałości, by wiedzieć na ile tak naprawdę nas stać. Co ciekawe linię naszych granic wciąż możemy przesuwać przyjmując i realizując nowe wyzwania. Musimy się przeciążać i wchodzić na nowe szyty, bo bez tych wyzwań, będziemy siedzieć w miejscu, a zmieniający się obraz w telewizorze będzie nam pokazywał jedynie fałszywy progres.