Niekochane dzieci

Jednym z najbardziej niekomfortowych uczuć, jest dla mnie bezradność. Bezradność to bezsilność, czyli brak możliwości zastosowania odpowiedniej realcji na zaobserwowane wydarzenia.

W pracy, niejednokrotnie widzę dzieci wraz z biologicznymi rodzicami i ich wspólne interakcje. Dzieci często posiadają tą iskrę w oku. Rodzice już nie, są zmęczeni życiem. Czasem, zjadają ich nałogi lub choroby o podłożu nerwowym. My, jako dorośli widząc dzieci mówimy – Przed nimi cały świat, niech go zdobywają! Niestety, w niektórych sytuacjach, tak się nie dzieje. Owszem, są piękne filmy, reportaże czy audycje radiowe o tym, jak ktoś wyrwał się z patologii swojego domu i podbił świat. Są to fakty, jednak fakty niszowe. Najczęściej niekochane dzieci, stają się dziedzicami biedy, nałogów, czy nerwowych zachowań swoich rodziców.

india sad
apdk / Foter / CC BY

Idąc dalej, rodzice o których mówię, też odziedziczyli swoje zachowania po… swoich rodzicach. Często sam generalizuje, zastanawiając się – Czemu w tych ludziach nie ma miłości, czemu matka nie ma empatii dla swojego dziecka. Jednak właściwe pytanie brzmi – Czy oni zaznali miłości, czy nauczyli się odwzajemniać miłość właściwie. Jeśli nie, jeśli zostali zaniedbani, czy skrzywdzeni w dzieciństwie, to trudno wymagać by nagle obudziły się w nich uczucia, których nie znają. Owszem i tu są wyjątki, są świadomi rodzice, którzy wychowują dzieci tak, by nie dotknęły tego zła, w którym oni musieli żyć. To jednak też nisza.

Dziecko jest nastawione na prawdę – ufa światu i w tym zaufaniu chce go oglądać i poznawać. W dzieciach nie ma kłamstwa, jest przejrzysta szczerość. Chyba, że będzie wzrastać w kłamstwie i oszustwie, chyba, że za dobro będzie brać zło.

System ma różne pomysły na takie przypadki. A to, wysyła rodziców na przeróżne warsztaty i treningi dotyczące konstruktywnych technik radzenia sobie ze stresem, czy właściwego planowania budżetu. System, przydziela także do rodziny pracownika socjalnego, asystenta rodziny i kuratora jeśli zajdzie taka potrzeba. Jednak, kiedy nie ma chęci, ani wizji w odbiorcach, efekt pracy jest znikomy. Mimo, że asystent rodziny może stawać na głowie, dwoić się i troić by zainicjować pozytywne wzorce w strukturze rodziny, praca będzie bezcelowa, jeśli jej odbiorcy nie będą widzieć w niej wartości i interesu dla siebie.

Ktoś może powiedzieć, czemu w takiej sytuacji nie odebrać dzieci. W bardzo ciężkich przypadkach faktycznie do tego dochodzi, ale jest to już ostateczność. Śmieszy mnie, kiedy w mediach jest mowa, że pracownicy socjalni odebrali dziecko, ponieważ w rodzinie była bieda. Bieda, czy ubóstwo nie jest jest nigdy powodem zabrania dzieci z rodziny, a jednym z czynników występujących wespół z przemocą, alkoholizmem, narkomanią, które wspólnie przekładają się na zaniedbywanie dziecka. A, że bieda rzuca się w oczy jako pierwsza, stąd medialne uogólnienia. Wracając do tematu, odebranie dzieci z rodziny, nie rozwiązuje ich problemu. System placówkowy, czy system rodzin zastępczych jakkolwiek nie byłby dobrze skonstruowany, zawsze będzie modelem tymczasowym i ułomnym z natury.

Widzę więc dziecko z zapałem, a przed nim całe życie – jednak najprawdopodobniej odziedziczy biedę wraz z całym negatywnym inwentarzem, a ja nie mogę nic z tym zrobić, tylko towarzyszyć w tym nieładzie.