Kiedy Ja pije zimną Cole, Ty umierasz

W sieci natrafiam na artykuł dotyczący „Krwawej Niedzieli” na Wołyniu, która miała miejsce 11 lipca 1943 roku, tego dnia spacyfikowanych zostało ponad sto polskich miejscowości. W opracowaniu czytam o okrucieństwach, którymi nie posługuje się nawet najbrutalniejsze kino klasy gore. „Mordy dokonywane na Polakach noszą wszelkie znamiona mordów rytualnych. W epoce broni palnej używano bowiem do nich noży, cepów, kos, siekier, wideł, prętów, orczyków, specjalnych maczug i sztyletów. Ludzi przerzynano na pół piłami do drewna, topiono w studniach, palono żywcem, rozrywano za pomocą koni. Wycinano ofiarom języki i genitalia, wyłupiano oczy. Zdzierano żywcem skórę, nabijano na pal. Kobiety były gwałcone, obcinano im piersi, wbijano rozmaite przedmioty w krocze. Ciężarnym wyrzynano z brzuchów płody i nabijano je na widły. Zdarzały się również przypadki, że noworodki nadziewano na sztachety płotów. Główki dzieci były rozbijane na polnych kamieniach lub na kantach kaflowych pieców. Była to prawdziwa orgia okrucieństwa i makabry, jaka nie miała sobie równych w naszych tragicznych dziejach”.

I want to run, I want to hide, I want to tear down this walls that hold me inside
Silvia Sala / Foter / CC BY-NC-ND

Chce wierzyć, że ta „orgia okrucieństwa” jak napisał autor, miała miejsce dawno, że teraz ludzie są inni. Czy rzeczywiście? Czy przez siedemdziesiąt dwa lata od tamtych wydarzeń, coś się zmieniło?

Wieczorem przeglądam Facebooka, wśród zdjęć dzieci moich znajomych, fotografii kotów, śmiesznych memów, pojawiają się posty, które sygnuje fotografia klęczących w pomarańczowych kombinezonach ludzi, ze znajdującymi się nad nimi zamaskowanymi oprawcami. Nie rozwijam tych powiadomień, ponieważ wiem co w nich zastanę – widziałem to już przecież wcześniej. Spycham sprawę na boczny tor, potem jednak uświadamiam sobie, że przecież to nie wiadomość sprzed kilku miesięcy, tylko nowe morderstwa, nowi zabici ludzie. Państwo Islamskie (ISIS), bezczelnie i otwarcie informuje wszystkich o swoich poczynaniach, ja jednak nie chce być odbiorcą nadawanej przez nich wiadomości. Nie chce patrzeć, jak układają ludzi w rzędzie, po to by zaraz poderżnąć im gardła. Nie chce widzieć, jak zmuszają dziecko by zabiło. Wole iść dalej, nie myśleć nad tym w kategoriach prawdziwej śmierci, wole pozostawić to w sferze przypadków, które może wcale nie zaistniały.

Rano robię prasówkę, wśród doniesień ze świata znajduje kolejny artykuł, który traktuje o sytuacji w Korei Północnej. Nie rozwijam go, znowu wypieram. Przecież czytałem już o obozach śmierci, o egzekucjach za brak łez na pogrzebie Kim Dzong Il’a. Znam również relacje młodej dziewczyny, która była święcie przekonana, że wódz narodu potrafi czytać w jej myślach. To już przecież było, po co mam zajmować się tym kolejny raz. Temat jest dla mnie zamknięty, to, że makabra trwa dalej, to już inna sprawa.

Faces and People  (North Korea)
www.j-pics.info / Foter / CC BY-NC-SA

Nagle przypominam sobie o spotkaniu z misjonarzem, które odbyło się parę miesięcy temu, Miało być wesoło, jednak nie było. To co wyciągam ze spotkania to opowieści porywanych dzieciach przez Armię Bożego Oporu w Ugandzie, w Afryce. Więc słucham o tym, jak to dzieci były wykradane ze swoich domów, a następnie zmuszane do tego by zabijać swoich rodziców. Po co? By złamać ich psychikę. By wiedziały, że zabijając rodziców nie mają do kogo wrócić. By robiąc to na oczach całej wioski, zostały znienawidzone przez jej mieszkańców. By były bezgranicznie podporządkowane nowym „właścicielom”.

Eye of son of the sea, Madagascar
LinTsungYen / Foter / CC BY-NC

Niecałe 1500 kilometrów od mojego domu jest Dombas, w którym toczą się regularne walki. Sytuacja w Syrii nie jest lepsza – tam ludzie giną już od 2011 roku wskutek trwającej wojny domowej. Takich sytuacji jest niestety więcej.

Ktoś może powiedzieć, że to o czym piszę tutaj, to truizm. Przecież wszyscy wiedzą, że ludzie giną. Kiedy Ja pije zimną Cole, Ty umierasz mój bracie, jednak mnie to nie interesuje, bo jestem bezpieczny w moim małym domku. Nie ma więc większego egoizmu niż ten odzwierciedlony w mocno zakorzenionej polskiej sentencji: Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna.

  • nu

    Smutne to ale i… Co zrobic? Tzn czy przez to, że oglądnę, udostępnię, przeczytam choć jedna osoba będzie oszczędzona? A jesli nie przeczytam? Co będzie oszczędzone? Moje i moich najbliższych zdrowie psychiczne. Egoistycznie brzmi.
    Ale chodzi mi o to, że mając pełną świadomość złych rzeczy dziejących się na świecie, wypieram je z codziennego życia – nie oglądam faktów, uwagi, spraw dla reportera i innych tego typu wizjerów, 997 (czy takie coś dalej leci w tv?), ja nie oglądam nawet dlaczego ja, szpitali itp – nie chce żeby to we mnie siedziało, nie chcę psuć sobie nastroju, który to będzie w jakimś stopniu przekładał się na relacje, jakość spędzanego czasu z innymi (jak tu szaleć z dzieckiem, gdy właśnie w tv pokazywali pobite do nieprzytomności …itp itd) Nie chcę też obcować z patologią – nie chcę ich w moim domu (widziałam zajawki takich programów jak w11, dlaczego ja …).
    Poprostu nie chcę wiedzieć, że podczas trzesienia ziemi w Nepalu wśród ofiar było tyle i tyle dzieci.
    Moje życie też jest cenne – nie chcę go tracić na martwienie się, czekanie na nieszczeście*, zatruwanie go sobie, puszczanie złych wiadomości dalej. Nie chcę słyszeć.
    Jeśli dociera do mnie mimo wszystko – pomodlę się, wrzucę do puszki ale nie mogę pozwolić, aby emocje wzięły górę. To nikomu nie pomoże – ani tym zabitym, ani mnie.
    * Nie chcę się nakręcać- ostatnio raz obejrzałam fakty po wielu latach nieoglądania – a po nich byłam przybita, rozchwiana, nerwowa, dziwne myśli mi przychodziły do głowy, strach o najbliższych itd – po 1 faktach!

    Od kilku lat jestem na detoksie, nie dociera do mnie to, co media przekazują i jest mi z tym dobrze.

    • nu

      Ps a udostępniania zdjęć skatowanych psów nie rozumiem! Kilka osób zablokowałam i mam z tym spokój. Ale zastanawiałam się, po co oni to robią?

      • Diamenta Princessa

        Podzielam w pełni zdanie przedmówczyni, tu nie chodzi o ignorowanie, o wypieranie tego, wszystko już zostało powiedziane. Ze swojej strony mogę jedynie dodać, że każdy z nas odpowiedzialny jest za swoje życie i życie swoich bliskich, i naturalną potrzebą jest ulepszać świat wokół siebie. I na tym się skupiajmy zostawiając rzeczy, na które nie mamy wpływu – jeżeli zaś możemy pomóc, pomagajmy czy to wsparciem lub organizacją akcji humanitarnej, czy to angażując się politycznie, społecznie, ale umartwianie się nie jest sensem życia nikogo z nas i nie wpływa dobrze na naszą – w końcu ludzką – psychikę. Tylko będąc silnym i szczęśliwym jesteśmy w stanie pomóc innym. Dzięki telewizji takie rzeczy widzi świat – jednak telewizja nie pokazuje jak zapobiegać / jak pomagać – pokazuje przeważnie lub tylko ból i cierpienie. To tak samo jak pokazywanie płuc zaatakowanych przez raka i tego jak to niby ciężko jest rzucić palenie zamiast pokazania jak można skończyć z nałogiem i co jest źródłem problemu. Może nie jest to idealna analogia, ale zły przekaz, nieodpowiednia forma – nie jest w stanie uzdrowić tego świata.