Granice

Niedawno w artykule pt. „Organiczna asekuracja” wspominałem o przekraczaniu granic w pozytywnym aspekcie. Teraz chciałem napisać parę zdań o „ciemnej stronie” tego tematu. W obu przypadkach – tym pozytywnym i negatywnym – mamy do czynienia z sytuacją, w której człowiek po przekroczeniu linii granicznej uświadamia sobie, że podołał i że zasadniczo nic mu się nie stało – zatem – może iść dalej. Następnie, niejako z automatu granica zostaje przeniesiona głębiej, stając się tym samym nowym wyzwaniem. Spróbujmy zobrazować to w prosty sposób. Matka mówi dziecku by myło ręce przed każdym posiłkiem bo jeśli nie będzie myć rąk zatruje się – lub jak mówiła moja mama, urośnie mu żaba w brzuchu. Dziecko pewnego dnia przestaje myć ręce. Czy zatruje się? Niekoniecznie. Jednak, jeżeli stale i permanentnie nie będzie myć rąk szanse wzrosną. Aż po całkowitym porzuceniu zabiegów higienicznych spotka go smutna konsekwencja nieodpowiednich zachowań.

Divide
Pensiero / Foter / CC BY-NC-ND

Jeżeli przyjmiemy, że powyższy schemat odzwierciedla pewne standardowe działanie ludzkiej psychiki, wtedy zaczynają nam tworzyć się ciekawe rzeczy. Weźmy dla przykładu człowieka, który popada w konflikt z prawem i udaje mu się nie zapłacić za swoje czyny. Sprawa przycicha, popełnia następne tym razem bardziej zuchwałe przestępstwo i… znowu się udaje. Czując się więc bezkarnym zawiesza poprzeczkę jeszcze wyżej i… Bęc! Wpada! Idzie do więzienia. Na resocjalizacji nie znam się specjalnie, ale pozbawienie wolności w mojej opinii prócz aspektu wychowawczego ma na celu „zamazanie” w psychice osoby faktu przekroczenia granicy poprzez czasową izolacje od społeczeństwa. Im większe przestępstwo czyli bardziej zuchwałe przekroczenie granicy, tym dłuższy czas na „zamazywanie” i zmiękczenie odwagi do ponownego przekroczenia linii granicznej.

borderline
jeff habourdin / Foter / CC BY-NC-SA

Odwołując się w poruszanym kontekście granic do mojej pracy z osobami bezdomnymi – bo do niej będzie mi tu najbliżej – inaczej prowadzi się osobę, która nigdy nie była „na ulicy” od weterana tułaczki, który spał i bytował we wszystkich możliwych miejscach. W pierwszym przypadku człowiek boi się przekroczyć granicę ponieważ odczuwa strach przed jeszcze większym upadkiem. W związku z tym będzie on robił wszystko by nie popaść w dalszą degradacje. W drugim przypadku ten, który był już na dnie i z niego wyszedł wie, że zawsze może wrócić tam z powrotem. Życie pokazuje, że jeśli ktoś zaznał ekstremalnej tułaczki, jest bardzo prawdopodobne, że trafi na ulicę wcześniej czy później. Był, zobaczył, przekroczył granice i wie, że przeżyje. Tu, motywacja do zmiany systemu życia jest znikoma.

Pamiętam, kiedy w grudniu zeszłego roku, przy pierwszych konkretnych mrozach wspólnie z kolegą z pomocy społecznej i strażą miejską jeździliśmy w nocy szukać osób bezdomnych po bardzo, ale to bardzo wyszukanych miejscach. W pewnym momencie przeszukiwaliśmy opuszczony, drewniany dom z powybijanymi oknami, bez mediów, bez ogrzewania, zasadniczo bez niczego jak u Kononowicza. Kiedy przemierzaliśmy kolejne pomieszczenia, kolega odruchowo kopnął w kupę brudnych szmat położonych na środku pokoju, by sprawdzić czy nic nie ma wewnątrz. Nagle, ze sterty brudnych ubrać wyłonił się człowiek, oznajmił, że nie oczekuje pomocy, że wszystko jest w porządku, i że zgłosi się do placówki, ale nie teraz. Po czym zakopał się z powrotem. On przekroczył granice i wie, że jest w stanie przeżyć ekstremum więc mimo czasowego pobytu w placówkach, będzie do niego wracał ilekroć znajdzie się w trudniej sytuacji, aż… pewnego dnia przekroczy granicę ostateczną.