Dzień z życia #1 (pracownika socjalnego)

Dopiero teraz, przy końcu tygodnia znalazłem chwile, by napisać o jednym z moich “zwykłych” dni. Poniedziałek, zapowiadał się spokojnie, jednak jak można domyślić się takim nie był.

Rano wybrałem się do Szpitala w celu przeprowadzenia wywiadu środowiskowego z bezdomnym aplikującym o umieszczenie w Domu Pomocy Społecznej. Z osobami bezdomnymi bywa i tak, że kiedy poobijają się za bardzo na ulicy, a szpital nie jest w stanie ich poskładać kompleksowo, należy znaleźć miejsce do wypisu, w którym zostanie zapewniona mu odpowiednia opieka – najczęściej jest to DPS albo ZOL (Zakład Opieki Leczniczej). Nie inaczej było w tym przypadku. Człowiek z którym wypełniałem dokumenty, miał wycięty krwiak mózgowy, jednak rozmiary chirurgicznej interwencji były dość spore, bo pacjent miał dziurę na szerokość i głębokość kobiecej pięści. Nie muszę chyba pisać, ze dość dziwnie to wyglądało. Jednakże, prócz spowolnienia w mowie, zachowywał logikę wypowiedzi – co jest dość ciekawe, jeśli idzie o tak duży ubytek, tak ważnej części jaką jest mózg. Na oddziale, zdążyłem się jeszcze dowiedzieć, że kiedy wszystko się “zagoi” zostanie wykonana operacja plastyczna niwelująca ten osobliwy krater. Tym czasem wycięta kość czaszkowa bezpiecznie czeka… zaszyta w brzuchu delikwenta. Takie to techniki mają lekarze! Dokumenty z Panem wypełniłem dość sprawnie, denerwujący okazał się tylko współpacjent bezdomnego, który co chwila mnie zaczepiał i przestawał moje rzeczy i papiery. Nie winiłem go rzecz jasna, wszak byłem na oddziale, gdzie każdy miał poważne problemy z głową.

Hospital de la Cruz Roja de Vigo
Contando Estrelas / Foter / CC BY-SA

Po konsultacjach z lekarzami, wróciłem szybko do Ośrodka. Tam na korytarzu czekała na mnie niespodzianka. Nieznany mi bezdomny, który – jak twierdził – po ataku padaczki w pociągu, musiał wysiąść w moim pięknym mieście, a teraz chce powrócić do domu. Niestety w urzędniczej rzeczywistości, nie jest to takie łatwe, że wręczam człowiekowi bilet i mówię: Trzymaj się Pan zdrów! By wydać fizycznie nawet najmniejszą kwotę niezbędne jest zebranie odpowiedniej dokumentacji i uwieńczenie tego procesu wydaniem decyzji administracyjnej. Czasu nie było dużo, wiec należało się spieszyć. Wspomnę tylko, że Pan nie posiadał dowodu i nie pamiętał swojego numeru PESEL, co również należało ustalić. Niestety, w trakcie procedury, kiedy już wypytałem o wszytko Pana bezdomnego, zadzwoniłem gdzie potrzeba i wypełniłem odpowiednie kwity musiałem na chwilę nawiać z Ośrodka. Pałeczka była po stronie działu świadczeń, czyli dobrych Pań od cyferek i innych skrupulatnych spraw, których nie ogarniam. Gdzie musiałem uciec… do Ministra Pracy i Polityki Społecznej, Pana Władysława Kosiniaka – Kamysza. Żart? Nie do końca!

The Running Man
kylesteed / Foter / CC BY-NC

Właśnie w tym dniu w południe organizowane było spotkanie dotyczące działań w sferze polityki senioralnej, a że prowadzę Stowarzyszenie skupione na aktywizacji osób starszych – zostałem zaproszony. Parę dni wcześniej potwierdziłem swoją obecność, więc wypadało się pokazać. Plan miałem prosty, spotkać się z paroma osobami z branży, wpisać się na listę zaproszonych gości, zrobić dobre wrażenie i… zwiać do bezdomnego. Sprawy jednak się skomplikowały. Okazało się bowiem, że Minister zamierza wręczyć listy gratulacyjne organizacjom, które w tym roku sięgnęły po rządowe środki i je otrzymały. Jak nie trudno się domyśleć, moja organizacja była w tym zacnym gronie, a ja byłem jej jedynym reprezentantem na sali. Listy gratulacyjne dostawały organizacje z trzech sąsiadujących ze sobą województw, było ich więc trochę. Kiedy czekałem na swoją kolej, telefon dzwonił parokrotnie w sprawie mojego bezdomnego, coś jeszcze nie grało, coś należało uzupełnić… Nie mogłem po prostu wyjść, musiałem zaczekać na swoją kolej. Wreszcie zostało wyczytane moje Stowarzyszenie. Wybiegłem na scenę, ubrany nie w garnitur jak inni, a w dżinsy, wojskową koszulę i sportowe obuwie, jak normalny pracownik socjalny. Odebrałem list gratulacyjny, uścisnąłem rękę Ministrowi i szybko zleciałem ze sceny ku drzwiom wyjściowym. Uciekłem do Ośrodka z czerwoną teczką pod pachą i listem z gratulacyjnym z Ministerstwa…

  • andrzej

    A co zrobisz z ASOS za tak obciętą kwotę ??

    • Jakub Słowik

      Projekt,
      tylko mniejszy…
      znacznie mniejszy. Szczerze mówiąc liczyłem na dofinansowanie z
      ROPSu, bo tu napisaliśmy bardzo dobry projekt. I co? I nic! Nie
      dostaliśmy nic, nawet nie wiedząc czemu, ponieważ ROPS wysyła
      informacji dlaczego odrzucił
      ofertę. Natomiast ASOS się udał. Lepszy
      taki, niż żaden.

      • andrzej

        Dużo dużo mniejszy!!!! Z 74 na 20 tyś. Musieliście zrobić bardzo dużo cięć. Gratulacje!!!!!!

  • Pan Michał

    To się w głowie nie mieści Pan Kuba został urzędnikiem….

    • Jakub Słowik

      Panie Michale, nie urzędnikiem, a pracownikiem socjalnym :)