Codzienni bohaterowie

Parę tygodni temu miałem możliwość uczestniczyć w wywiadzie do encyklopedii „Who is Who w Polsce”. Tak, ktoś wpadł na pomysł, żeby mnie tam umieścić – ponoć zostałem zarekomendowany. Jednak w trakcie kiedy, ów wywiad był ze mną przeprowadzany, zdałem sobie sprawę, że przecież sam posiadam wielu znajomych, którzy są zacniejsi ode mnie, a przecież nie ma ich we wspomnianym dziele. To nie miało większego sensu, więc przerwałem wywiad. Następnie zweryfikowałem w sieci czym w ogóle jest ta encyklopedia i na jakich zasadach działa? Jak się okazało wpis do niej jest bezpłatny, natomiast za zdjęcie przy mojej notce muszę już dopłacić, tak samo jak i za samą encyklopedię… bagatela, parę tysięcy złotych. Jednak co wzbudziło moją ciekawość i zastanowienie, to to, że wielu ludzi dało się namówić na ten encyklopedyczny wywiad. Zacząłem się więc zastanawiać, kim są? Być może pierwsze nazwiska które uświetniły encyklopedie należały do ważnych i mądrych tego kraju, natomiast nazwiska późniejszych postaci, po prostu miały zasobne portfele i duże EGO. Potrzeba uznania jest duża w każdym z nas, jednak zdobywa się ją ciężką pracą przez lata. Czy jednak można ją tak łatwo kupić?

Ostatnio dość często napotykam na różnego rodzaju opracowania, strony internetowe, filmy instruktażowe, a nawet całe instytucje skoncentrowane na przekazaniu wiedzy mówiącej o tym jak żyć, jak osiągnąć sukces, czy mówiąc trochę ironicznie – jak zostać szczęśliwym milionerem! Nie, nie mówię tu o wróżbiarstwie, ale o trenerach, doradcach i coach’ach (czyt. kołczach). W miażdżącej większości w rolę doradców wcielają się młodzi, nie do końca doświadczeni ludzie, którzy radosnymi milionerami jeszcze nie są, jednak z jakiegoś powodu uzurpują sobie prawo do przekazywania jedynej słusznej wiedzy na ten temat. Niestety, to oni robią biznes swojego życia właśnie na klientach, którzy to zamiast sami zostać bogatymi, stają się jedynie krokiem do zdobycia bogactwa przez tych pierwszych.

Pojawia się tu jakiś dziwny kryzys autorytetów i równoczesna nadmierna chęć bycia autorytetem dla innych. Nic może to dziwnego, żyjemy wszak w świecie gdzie o celebrytach słychać więcej, niż o ludziach czynu. Dla mnie wzorami do naśladowania, są codzienni bohaterowie. Są nimi moi przyjaciele, rodzina, czy osoby z którymi pracuje zawodowo. To oni zmagają się z codziennymi problemami, jednak starają się postępować słusznie i moralnie, mimo że nie zawsze bywa to opłacalne. Jeśli popełniają błędy – przyznają się do nich otwarcie. Są szczerzy i potrafią dzielić się wiedzą, nawet tą biznesową. Bo czy nie o to w tym wszystkim chodzi? By wierzyć w samego siebie i bliskich? Nie pompować swojego Ego ulotnymi rzeczami – a kiedyś, być może, zasłużyć na miano bohatera dla innej osoby, jednak tak bez rozgłosu, afiszy i artykułów w encyklopedii.