Born in PRL / Made by USA

Urodziłem się na początku lat osiemdziesiątych i z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że nie zostałem wychowany do bycia dumnym ze swojej Ojczyzny, natomiast zostałem ukształtowany do miłowania krainy za Oceanem, w której nigdy fizycznie nie byłem. Mentalnie więc zostałem wychowany jako amerykańskie dziecko duszące się w polskości. Jednak dlaczego dusiłem się w Polsce, dlaczego nie kochałem mojego kraju? Bo go nie znałem! Owszem, to co mnie otaczało, było w przeważającej mierze smutną spuścizną PRLu, jednak polskości nie ukształtowały tylko lata komuny! Przecież coś było wcześniej, coś czym można było się pochwalić.

USA
All Kinds of New / Foter / CC BY-ND

Trudno powiedzieć, czy w szkole wychowano do miłości do Ojczyzny. Były apele poprzedzone hymnem, były nudne lekcje historii – ale czy to, powodowało, że czułem się dumny z bycia Polakiem? Nie! Co więcej, mam wrażenie, że wielu moich belfrów nie kochało swojej Ojczyzny i tak jak inni tęskno patrzyli na zachód. Nikt z nich, nie wołał, że jesteśmy narodem niezłomnym, który z powodu fatalnego położenia geograficznego zawsze narażony był na ataki. A to ze wchodu, a to z zachodu, a to z południa. Że ten Naród był niezłomny i mimo zaborów, wojen, totalitaryzmu komunistycznego – przetrwał i istnieje!

Prawdą czasów mojego dzieciństwa była sytuacja w której bardzo często sukces osiągały nie osoby ciężko pracujące w kraju, ale te będące na emigracji. Wyjeżdżały więc głowy rodzin, czasem i całe wsie by szukać pracy płatnej w zielonej walucie za oceanem. Ten, kto miał rodzinę w Stanach lub sam pracował za granicą, był kimś, pomimo że tam z reguły był nikim ważnym. Miał jednak rzeczy, których my, dzieci polskiego podwórka nie mogliśmy dostać.

Lonely flag
KrzysztofTe Foto Blog / Foter / CC BY-NC-ND

Telewizja początku lat ’90, bo taką świadomie pamiętam, przepełniona była ironią do Ojczyzny, no bo jak tu nie śmiać się z PRLu. Więc uczyłem się, że Polska to kraj absurdu (Alternatywy 4, Filmy Barei, Kabarety). Odskocznią od smutnej ironi i ukojeniem nerwów było prezentowane amerykańskie pasmo. Tam, na ekranie, każde podwórko posiadało biały płotek, za nim skoszoną trawę i maszt na którym dumie powiewała flaga Stanów Zjednoczonych Ameryki. Bohaterowie mieli wszystko: coca-cole w puszcze, duże lodówki wypełnione kosmicznym jedzeniem, hamburgery, videogry, osobiste szafki na ubrania w high school’ach, lemoniadę sprzedawaną na ulicach, domki na drzewie, etc. Kiedy gwiazdy filmów ubierały się nowocześnie, u nas królowały tureckie swetry. Kiedy tam podróżowano pięknymi przestronnymi samochodami po autostradach, u nas pięcioosobowa rodzina jeździła maluchem po polnych drogach. Choć byli i Ci przedsiębiorczy, którzy sprowadzili sobie rozbite auto z Niemczech, naprawili w garażu zaprzyjaźnionego mechanika i rejestrowali jako składak – tak to oni byli u nas królami szos.

BASKING IN THE GLORY OF GOD & THE SECURITY OF NATIONALISM
akahawkeyefan / Foter / CC BY-NC-SA

Nie neguje amerykańskości – bo wiele rzeczy z USA jest po prostu fajnych! Chodzi mi o to, że przez to zaślepienie fajnością, przestaliśmy widzieć to, co dobre u nas. Bez wątpienia skrzywdził nas PRL i jego spuścizna. Później brakowało koncentrowania się na pozytywach, zamiast mówienia tylko i wyłącznie o negatywach. Nie chce odwoływać się do dzisiejszej sytuacji w kraju, bo co można powiedzieć, kiedy jedna skrajność walczy z drugą niczego nie budując. Chce powiedzieć, że na przekór wszystkiemu obserwuje młodych, świadomych ludzi, którzy chcą kochać swój dom oparty na spuściźnie przodków i są dumni z bycia polakami.

  • april

    A no bo potrzeba kilku dekad, żeby zatrzeć pozostałości po PRL, przede wszystkim te mentalne. A to się dopiero zaczyna dziać, ta zmiana – taka zauważalna (wg mnie) gdy “do głosu” w sensie działania, innego podejścia do życia dochodzą pokolenia nieskażone w żaden sposób PRLem- bo urodzili się nawet nie pod koniec stanu wojennego ale nawet kilka lat po, czyli mlodsi od nas o dobre 10-15 lat, oni byli juz inaczej wychowywani, inne bodzce na nich działały (na codzien, na ulicach, w szkole, w mediach) są inni, bardziej otwarci, nie mają kompleksu “Polska a Zachód”, oni mają ten pożądany przez pokolenie ’80 “Zachód” we krwi, powiedziała bym, że “ten ‘zachod’ to stan umysłu” ;) i oni to mają, tak to widzę ja, tego im zazdroszczę. Bo choć cieszę się z tego co przeżyłam też dzięki temu, że urodziłam się wtedy kiedy się urodziłam, a dziś z pewnym sentymentem wracam – jak my wszyscy, którzy pamiętamy – do tamtych lat, to zauważam też masę ograniczeń nazwijmy to mentalnych, które ukształtowały mnie w taki a nie inny sposób. Trudniej mi się przebić, odważyć, otworzyć, być kreatywną – bo mam niestety mimo 32 lat na karku, nadal w sobie echa tamtych zakazów, nakazów, ograniczeń.
    A co do patriotyzmu to właśnie ja to tak pamietam – jestesmy narodem niezłomnym, który przetrwal tyle zaborów … Itd Mnie tylko razi to, że przez to nasze poprlowskie wychowanie patriotyzm kojarzyl mi sie dlugo z powagą, ale i smutkiem, piesniami wojennymi/żołnierskimi- wszystkie na jedną smetną i smętną nutę, cała ta martyrologia i podniosło-wzruszająco-rozdzierająca atmosfera. Na szkolnych apelach, pod pomnikami poległych – smutne pieśni, orkiestra, monotonnie deklamowane wiersze… Dopiero niedawno zrozumialam, że patriotyzm to radość, owszem, pamięć i szacunek do tego i do tych, co byli, ale bez na okrągło wypominania, narzekania, szukania winnych, takiego pławienia się w smutku – bo dla wielu to świetny pretekst by nic wiecej nie robić, by zamknąć się w tym marazmie, rozliczaniu itd itp. Tymczasem wspomnieć i pokusic się o refleksję – pozytywną – że jestem tu gdzie jestem i żyję w takim kraju dzięki tamtym pokoleniom) i iść dalej. Bo oni nie po to gineli i poswiecali życie, żebyśmy bez konca trwali w tym wspominaniu i narzekaniu jak to ciężko mamy, bo nas najeżdżali z każdej strony, bo ruscy, bo szwaby… (Starsze pokolenie) Oni gineli po to abyśmy teraz mogli isc do przodu, rozwijac się, żyć wolnymi – zyjac w ten sposob oddajemy hold tamtym pokoleniom, a nie w koljo spiewajac patriotyczne piesni i roztrzasajac smutna przeszlosc. W ten sposob nie idziemy do przodu a wiec marnujemy niejako posiecenie tych ktorzy walczyli o tą naszą wolnośc- tymczasem sami ograniczamy sobie tą wolność zyjac tylko przeszloscią.

    Taki inny przyklad- moje pokolenie jako pierwsze lektury szkolne “przerabiało” same smutne historie – Janko Muzykant wątły, smutny, biedny, pobity, bidajże jego siostrę spalono żywcem w piecu? Czy to w innej równie beznadziejnie smutnej noweli sie rozegrało? Początki szko£y, kobiec beztroski! 7 latka musieli uswiadomić, że swiat jest taki zły, za dobrze mu było przez te 7 lat kiedy czytal (powiedzmy) o tym, że swiat jest kolorowy że istnieje zło, smutek ale zawsze przychodzi nowy,dobry dzien (bajki z morałem, w ogóle bajki spozazkanonu lektur)

    Nie wiem ile lat temu wycofali tego typu “nauczanie życia” wszkołach, ale dało się zastąpić? Dało.
    Uczyć odwagi, otwartości, kreatywności itp – tego, co na “tym zachodzie” dawno…
    Zmiana myslenia a co za tym idzie rzeczywistosci przyjdzie dopiero jak pokolenie skazone pesymizmem prlu nie bedzie mialo juz nic do powiedzenia a wkroczy nowe. Zazdroszcze im tego “nieskażenia” ;)

    • Jakub Słowik

      April,
      dzięki za wyczerpujący komentarz, który jest chyba dłuższy od
      samego wpisu :) Dotknęłaś jednej bardzo fajnej rzeczy, której u
      mnie zabrakło – że ten cały patriotyzm naszego dzieciństwa był
      nudny i smutny! Były wiersze dorosłych, pisane przez i dla
      dorosłych, były kwiaty i hołdy. Wszystko ważne, ale podawane i
      przedstawiane w języku dorosłych, nie dzieci, nie młodzieży.
      Przecież, nikt tego do końca nie rozumiał. Kiedy już jako dorosły
      człowiek pojechałem pierwszy raz do Muzeum Powstania Warszawskiego
      zrozumiałem – czym jest właściwy przekaz. Tam nudno nie było,
      tam była akcja w czystej postaci. Więc w tym przypadku, na pewno
      idzie lepsze!

  • mtjk

    Czuję niedosyt po przeczytaniu tego art. Dokładnie wiem o co chodzi, ale chciało by się poczytać o tym więcej :)

    • Jakub Słowik

      A pamiętasz, kiedy w podstawówce królowały kurtki zimowe Starter’a, kupione na targach z logotypami amerykańskich drużyn basketball’owych, nie inaczej było z czapeczkami z daszkiem. Nie ważne, że mało kto
      faktycznie oglądał rozgrywki NBA, ważne, że przedmioty te miały
      w sobie amerykańskiego ducha. Sam zresztą miałem czapkę Charlotte
      Hornets, znowu nie dlatego, że dla mnie jakąś wartość stanowiła
      drużyna, ale podobał mi się jej amerykański wzór ;)